Środa to wycieczka nad Emerald Lake. Jak nazwa sugeruje jezioro ma niesamowity szmaragdowy kolor. Dookoła jest 5km trasa spacerowa. Jest całkiem sporo ludzi, więc nie ma obaw, że spotkamy niedźwiedzia. Oddalamy się jedynie na chwilę w boczną trasę, jednak ja nie czuję się komfortowo, szczególnie że zostawiłyśmy spray na niedźwiedzie w samochodzie. W połowie drogi wokół jeziora mamy przerwę na jedzenie. Wzięłyśmy nawet jajka na twardo!









W drodze powrotnej do domu zatrzymujemy się jeszcze w kilku miejscach, w tym zobaczyć naturalny most na rzece Kicking Horse. To co ludzie tam wyprawiają aby zrobić sobie zdjęcia mrozi krew w żyłach – ja nie patrzeć jak przechodzą po tych kamieniach nad wzburzoną wodą i odwracam wzrok.




Wieczorem Ewa jedzie na umówioną wcześniej grę w brydża, a ja próbuję przygotować coś co się zwie Rabarbar Crisp – zapiekany rabarbar pod płatkami owsianymi. Nie za bardzo mam pojęcie co robię, ale zrobić trzeba, bo przez nasz napięty grafik rabarbar leży w cukrze od dwóch dni. Nagle plany się zmieniają – dociera ktoś dodatkowy na tego brydża, więc wraz z sąsiadką Ewy jedziemy do lokalnego klubu pograć w mini golfa. Niestety nie mam zdjęć z samej gry.

W międzyczasie udaje się nam zarezerwować noclegi w parku narodowym Jasper. Plan jest taki, aby w niedzielę wyjechać i zostać tam na dwie noce, a następnie pojechać do Edmonton.