Dzień 3: Tokio

Dziś na godzinę 11 mamy zaplanowany wjazd na taras widokowy Shibuya Sky, znajdujący się na 46. piętrze wieżowca, zaraz przy znanym przejściu dla pieszych Shibuya Crossing. Wychodzimy z hotelu przed 9, a i tak ledwo udaje nam się znaleźć wejście na czas.

Chwilę podziwiamy panoramę Tokio, ale oczywiście zapominamy wypatrywać góry Fuji. Po zrobieniu zdjęć zjeżdżamy na dół i kierujemy się do pomnika pieska Hachiko. Hachiko był wiernym psem rasy akita. Codziennie odprowadzał swojego pana, profesora uniwersytetu, na stację Shibuya i wieczorem czekał tam na jego powrót. Gdy profesor zmarł w pracy i już nie wrócił, pies przychodził na stację jeszcze przez prawie 10 lat. Do zdjęć z pomnikiem oczywiście stoi ogromna kolejka.

Przechodzimy przez skrzyżowanie Shibuya Crossing i planujemy jak najszybciej uciec z tego tłumu. Jednak zostajemy jeszcze w okolicy, w małym lokalu z sushi, gdzie talerzyki z jedzeniem jadą na taśmie. Mama wybiera łososia z ikrą, a mnie najbardziej smakuje grillowana krewetka. Jet lag niestety objawia się tym, że nie jesteśmy bardzo głodne, więc zdejmujemy z taśmy tylko kilka talerzyków.

Z Shibuya kierujemy się do parku Yoyogi, gdzie odbywa się jakiś festiwal i także jest dużo ludzi, prawdopodobnie ze względu na dzień wolny od pracy i piękną pogodę. W parku robimy przystanek na jedzenie, jemy kurczaka karaage, a następnie odwiedzamy chram Meiji, w którym akurat kapłani odbywają jakieś modły.

Nie chcemy jeszcze wracać do hotelu, aby nie zasnąć, więc decydujemy się przejść na piechotę do dzielnicy Shinjuku i zaczekać tam do zachodu słońca, aby zobaczyć ulice pełne typowych dla Tokio neonów.

Wieczorem wracamy do hotelu i dzień kończymy w hotelowej restauracji, przy lampce wina i ponownie przepysznym nigiri.