Dzień 8: Kioto – świątynie i dzielnica gejsz

Dziś mamy drugą z naszych zorganizowanych wycieczek. Wybieramy program wschodnie Kioto ze zwiedzaniem kilku kompleksów Shintoistycznych i Buddyjskich oraz dzielnicy gejsz Gion.

Z hotelu odbiera nas przewodniczka i autobusem jedziemy do dzielnicy Higashiyama. Niemal od razu mijamy gejszę (albo maiko, trudno odróżnić w biegu). Przewodniczka mówi, że mamy sporo szczęścia, bo przed południem to rzadki widok. Zwykle pojawiają się dopiero wieczorem, w drodze do pracy w herbaciarniach czy na spotkaniach z klientami.

Idziemy w górę w kierunku kompleksu świątynnego. W połowie drogi mijamy najstarszą drewnianą pagodę w Kioto – Yasaka. Tę konkretną odbudowano w 1440 roku, po tym jak wcześniej wielokrotnie płonęła.

Idziemy dalej w górę do buddyjskiego kompleksu Kiyomizu-dera. Co ciekawe pagodę, świątynię i inne budynki powstały bez użycia gwoździ, jedynie przybliżycie technik łączenia drewna. Elastyczne konstrukcja pozwala im przetrwać trzęsienia ziemi.

Z Kiyomizu-dera kierujemy się do Ryozen Kannon, zbudowanym w 1955 roku jako pomnik wojenny — 24-metrowy betonowy posąg bogini Kannon, postawiony ku pamięci poległych z czasów II wojny światowej, co ciekawe, zarówno japońskich, jak i alianckich żołnierzy.

Z Ryozen Kannon idziemy dalej, w stronę Chion-in, który był chyba najciekawszym punktem dnia. Wchodzimy do głównej hali w trakcie odprawianych modłów: na samym przodzie, tuż przed ołtarzem, siedzi rodzina, dla której najwyraźniej odbywało się to nabożeństwo, a za nimi mnich wystukujący rytm na drewnianym mokugyo (dosłownie „drewniana ryba”), do którego dopasowane jest śpiewne recytowanie sutr. My obserwujemy to z dalszej części sali. Robi to spore wrażenie.

Z Chion-in, przez park Maruyama, docieramy do Yasaka-jinja — świątyni sintoistycznej poświęconej Susanoo, znanej z rzędów czerwonych lampionów wzdłuż głównej hali. Na terenie widać przygotowania do jakiejś ceremonii — a chwilę później okazuje się, że to ślub! Udaje nam się rzucić okiem na parę młodą w tradycyjnych strojach.

Po Yasaka-jinja idziemy na lunch. Decydujemy się na sobę, korzystając z tego, że mamy przy sobie przewodniczkę, co znacznie ułatwia wybór spośród dań, jakich jeszcze nie próbowałyśmy.

Po lunchu chodzimy po Gion. Przewodniczka opowiada nam o charakterze pracy gejsz, o tym, że to zawód wymagający wieloletniego szkolenia w muzyce, tańcu i konwersacji, a nie to, co się czasem kojarzy z tym słowem na Zachodzie. Młode dziewczyny, które dopiero się uczą, to maiko, zwykle w wieku kilkunastu lub dwudziestu kilku lat, a status pełnoprawnej gejszy osiągają po kilku latach nauki i zdanym egzaminie. Mieszkają w specjalnych domach zwanych okiya, gdzie rządzi „matka”, okâsan, czyli kobieta prowadząca dom, odpowiedzialna za szkolenie i karierę dziewczyn.

Gejsze i maiko występują na prywatnych kolacjach zwanych ozashiki, organizowanych w herbaciarniach (ochaya), gdzie bawią gości rozmową, muzyką i tradycyjnymi grami. To bardzo zamknięty świat, przypadkowy turysta się tam nie dostanie.

Z Gion jedziemy koleją do Fushimi Inari, naszej ostatniej świątyni tego dnia. Tutaj najwięcej czasu spędzamy, idąc przez czerwone bramy torii. Nie pokonujemy całej dwugodzinnej trasy na szczyt góry Inari, tylko sam początek, ale i tak robi to ogromne wrażenie.

Zanim rozstajemy się z przewodniczką, wpadamy jeszcze na matchę, lody o smaku matchy i napój na mleku sojowym z czarnym sezamem.

Było tak sympatycznie, że postanawiamy spotkać się z przewodniczką jeszcze następnego dnia i razem pojechać do Nary.