Dzień 1-2: Tokio

O godzinie 18:20 w sobotę lądujemy na lotnisku Tokio-Narita. Pomimo wcześniejszej odprawy online, odprawa celna i paszportowa zabiera nam chwilę. Na lotnisku oczekuje już na nas wygodna taksówka i przed godziną 21 docieramy do naszego hotelu nieopodal parku Shiba. Jesteśmy już zbyt zmęczone, aby wychodzić coś zjeść, więc mama zostaje w pokoju, a ja idę na drobne zakupy do 7-Eleven.

Następnego dnia o godzinie 10 w hotelu czeka na nas przewodnik. Wcześniej wybrałyśmy zwiedzanie wschodniego Tokio. Udajemy się do parku Hamarikyu, ogrodu urządzonego w stylu japońskim. Po krótkim spacerze stajemy w kolejce do herbaciarni z tradycyjną herbatą matcha. Gdy przychodzi nasza kolej, zostawiamy buty w szafkach i zamawiamy matchę w zestawie z ciasteczkami.

Z parku kierujemy się na targ rybny. Niestety, prawdopodobnie przez jet lag nie jesteśmy zbyt głodne, ale udaje się spróbować kilku rzeczy, w tym nigiri z trzema rodzajami tuńczyka oraz tataki z katsuo, czyli ryby podobnej do tuńczyka, opalanej z wierzchu i podawanej z solą. Na kolejnym stoisku bierzemy kraba królewskiego, którego nie udało mi się spróbować w Argentynie, oraz krewetki grillowane. Na deser jemy mochi i truskawki.

Tataki z katsuo
Krab królewski
Mochi

Wszędzie na ulicach widzimy kobiety z parasolami UV i uznajemy, że bezwzględnie musimy takie mieć. Pomimo że jest już po 13, przydają się szczególnie podczas zwiedzania okolic pałacu cesarskiego, do którego nie da się blisko podejść, a teren wokół to w dużej mierze odkryty plac, na którym przed wojną odbywały się parady wojskowe.

Spod pałacu idziemy przez lokalne uliczki dzielnicy Bunkyo w kierunku shintoistycznego chramu Nezu. Jest niedziela i chyba jutro dzień wolny w Japonii, więc pomimo że jest już 16, ludzi jest podobno dużo więcej niż zwykle. Do skrzynki na datki, żeby się pomodlić, czeka przed chramem całkiem długa kolejka.

Z Nezu jedziemy na stację Ueno, gdzie przewodnik pomaga nam aktywować JR Pass i rezerwuje miejsca w pociągach na wszystkie nasze przejazdy.

Wycieczkę kończymy w Asakusie, w buddyjskiej świątyni Sensoji. Od bramy Kaminarimon idziemy do niej odkrytą ulicą ze straganami Nakamise-dori. Jest już po zachodzie słońca, więc świątynia robi na nas niesamowite wrażenie, tym bardziej że część osób jest ubrana w tradycyjne kimona. Wracamy zadaszonym pasażem Shin-Nakamise, a potem razem z przewodnikiem jedziemy na stację. Rozstajemy się przy zielonej linii, gdzie z mamą wsiadamy do pociągu w kierunku Hamatsucho.