Dzień 6: Kanazawa

Wyglądające wspaniale na zdjęciach śniadanie nie przypada nam do gustu, więc rano idziemy odwołać rezerwację na kolacji i wyruszamy w kierunku ogrodu Kenroku-en, jednego z najpiękniejszych ogrodów w Japonii. Pomimo że jest dość wcześnie, jest już całkiem sporo turystów.

W środku zwiedzamy willę Seisonkaku, niegdyś należącą do rodu Maeda, który rządził tym regionem. W środku nie można robić zdjęć, jedynie ogród jest wyjątkiem.

Z ogrodu wracamy przez teren zamku Kanazawa. Część pałacowa jest niedostępna, do 2033 roku trwa jej odbudowa. Wchodzimy do jedynego dostępnego budynku – dawnych magazynów, gdzie wystawa poświęcona jest technikom stolarskim. Za murami dziedzińca znajduje się zrekonstruowany w 2015 roku ogród japoński odtworzony na podstawie rycin i wykopalisk.

Z zamku ruszamy do dzielnicy samurajów, ale zatrzymujemy się w parku i potem w galerii handlowej na kawę. Nie możemy oderwać wzroku od stoisk z ciastkami i słodyczami. Wszystko jest przepięknie opakowane, a dodatkowo dużo mniej słodkie niż na zachodzie.

W dzielnicy samurajów spacerujemy ponad godzinę. Wchodzimy do sklepików z ceramiką, ale też zwiedzamy dom samurajów rodu Nomura.

Głód dopada nas ponownie, gdy wszystko zamyka się po porze lunchu. Postanawiamy w końcu spróbować słynnej wołowiny i wybór pada na lokal z japońskim grillem. Rezerwujemy 2 miejsca zaraz po ponownym otwarciu, ale na miejscu jesteśmy już wcześniej i zapoznajemy się z menu. Zamawiamy 3 różne rodzaje mięsa oraz dodatki. Dostajemy ochronne fartuchy i każdy grilluje na swoim ruszcie wbudowanym w stolik.

Powrót do hotelu umila nam „śpiew ptaków” (koniecznie z dziękiem).

W pierwszej chwili myślimy, że to sygnalizacja świetlna się popsuła, ale widzimy Japończyków szukających czegoś w konarach drzew. Na migi dogadujemy się, że to ptak.