Kicking Horse

Podróż do Calgary mija bez żadnych niespodzianek, najwidoczniej udaje mi się przespać większość dziewięciogodzinnego lotu. Pomimo krótkiej przesiadki we Frankfurcie bagaż szczęśliwie dolatuje. Po locie z Madrytu do Buenos Aires, podczas którego wszyscy chodzili, pomimo sygnalizacji „zapiąć pasy” i szarpali fotelami, lot niemieckimi liniami to zupełnie odmienne doświadczenie – mam wrażenie, że nikt nawet nie rozkłada siedzeń – zapewne, aby nie zabierać miejsca osobie siedzącej rząd dalej.

Ewa czeka przed wyjściem z terminala, pakujemy moją walizkę i wyruszamy w Góry Skaliste, w okolice miasteczka Golden. Podróż zabiera trochę czasu, gdyż zatrzymujemy się kilkukrotnie – na kawę, po zakupy i spytać o możliwość zaparkowania przy Lake Louise w środku tygodnia.

Wieczorem wybieramy się jeszcze na spacer po Kicking Horse Shoe, dzięki czemu udaje mi się dotrwać do 22:00. Wracając, w oddali widzimy niedźwiedzia!

Następnego dnia budzę się o 7 rano, więc liczę że jet lag można uznać za pokonany. Mamy w planach wjechać wyciągiem na lokalną górę, gdzie rezyduje odratowany niedźwiedź grizzli. Niestety okazuje się, że tego dnia nie można podejść blisko, gdyż uległ on lekkiemu wypadkowi – wyrwał pazur podczas kopania. Rezygnujemy więc i planujemy wjazd na górę za kilka dni.

Cedar Lake

W zamian udajemy się samochodem nad dwa jeziora i zobaczyć kamping na którym być może raz przenocujemy, gdy zrobi się trochę cieplej. Na miejscu udajemy się na spacer. Być może wrócimy tu któregoś dnia z deskami sup.

Po lunchu jedziemy dalej, nad wodospad Whapta. Miejsce jest dość popularne ale o 15 w niedzielę większość ludzi wraca już z weekendu do domów.

Wapta Falls

W drodze powrotnej czeka nas podlewanie społecznego ogrodu warzywnego w Kicking Horse. Słońce bardzo późno tu zachodzi więc wieczorem szykujemy jeszcze rowery na kolejne dni.