Wodospady Iguaçu – Brazylia

W czwartek rano jedziemy do parku narodowego po stronie brazylijskiej. Po drodze mamy dwa przystanki – w sklepie z kamieniami. Zarówno w Patagonii jak i tutaj można dostać tanią biżuterię z rodokrozytami, ale także innymi kamieniami. Niektórzy chcieliby tu więcej czasu wolnego, a ja mam podejście praktyczne i kupuję jedynie dwa agaty, które planuję wykorzystywać jako podstawki pod filiżanki.

Drugi przystanek to miejsce gdzie startują helikoptery. Kilka osób z grupy decyduje się na krótki przelot widokowy nad wodospadami. Reszta czeka w sklepie i kawiarni.

Kilka kilometrów dalej lokalna przewodniczka kupuje mam bilety i kontynuujemy przejazd przez park. Chwilę później wysiadamy na początku trasy. Po stronie brazylijskiej jest dużo mniej wodospadów, ale trasa jest bardzo panoramiczna i jest doskonały widok na stronę argentyńska.

Nikt nie decyduje się na pływanie łódka pod wodospadami, więc po południu mamy czas wolny. W cztery osoby bierzemy taksówka i wybieramy się do elektrowni wodnej znajdujące się 10 km od hotelu. Jest to druga na świecie elektrownia pod względem wielkości. Na miejscu przemieszczamy się piętrowymi autobusami. Z autobusu udaje mi się zrobić zdjęcie największym żyjącym gryzoniom – kapibarom.

Mamy czas wolny w kilku punktach. W ramach zwiedzania przejeżdżamy przez zaporę na stronę Paragwaju.

W autobusie jadą z nami panie które początkowo bierzemy za siostry zakonne. W punkcie widokowym dołączają do nich panowie ubrani w koszule w kratę i brązowo-szare ogrodniczki. Początkowo bierzemy ich za amiszów, ale nie pasuje nam język w jakim mówią – brzmi jak jeden z języków germańskich ale nie potrafimy go rozpoznać. Zapewne przyglądamy im się w widoczny sposób i podczas któregoś z odcinków odzywają się do nas i pytają skąd jesteśmy. Okazuje się że są to mennonici, a język który słyszymy to starogermański. Mówią, że pochodzą z Europy z różnych miejsc, a mieszkają w Paragwaju.

W drodze powrotnej taksówka zostawia nas w galerii handlowej, z której wracamy na piechotę. Spotykamy nasza przewodniczkę, która poleca nam popularny brazylijski przysmak – smoothie z acai.

Wieczorem idziemy na kolację do popularnego wśród miejscowych baru serwującego różne szaszłyki – od mięsnych po takie z ananasem.