Kanion Antylopy i Horseshoe Bend

W niedziele wstajemy dość wcześnie z zamiarem zjedzenia porządnego śniadania przed wyjazdem z Flagstaff. Do dolnego Kanionu Antylopy rezerwację mamy dopiero na 12:45, ale nie dość że trzeba przynajmniej godzinę wcześniej wykupić bilety, to słyszeliśmy że w Kanionie Antylopy może być inna godzina niż ta która wynika z czasu stanowego.

Na miejsce docieramy z dużym wyprzedzeniem. Okazuje się, że tego dnia bez wcześniejszej rezerwacji kupienie biletu byłoby niemożliwe.

Do kanionu nie można zabrać nic oprócz aparatu i butelki wody. Ledwo upychamy paszporty i portfele w kieszeniach spodni. Mamy pewne obawy co do zostawiania rzeczy w samochodzie. Magda i Rafał wspominali, że po powrocie do samochodu dzień wcześniej zastali otwarty schowek i wyjęte z niego ulotki. Na szczęście w samochodzie nic nie było.

O 12:30 przychodzi czas na naszą grupę. Zostajemy wyczytani do jednego z ostatnich samochodów i ruszamy nim w kilkuminutową drogę do wejścia do kanionu.

Na miejscu okazuje się, że tłum z wczesnejszych pojazdów czeka przed wejściem. Kanion zwiedza się idąc po prawej stronie za przewodnikiem. Wtedy można robić zdjęcia. Przodownik podpowiada, gdzie stanąć, aby móc zrobić jak najlepsze zdjęcia.

Po dotarciu do końca jest czas na kilka zdjęć. Niestety tłum jest zbyt duży, aby zrobić sobie indywidualne zdjęcia na tle wejścia do kanionu.

Droga powrotna prowadzi tą samą trasą. Nie można wtedy się zatrzymywać ani robić zdjęć. Wszyscy niosą jednak przed sobą komórki. Ja mam szczęście i przed samym wyjściem idę pierwsza, nie ma przede mną nikogo i udaje się zrobić poniższe zdjęcie.

Kolejnym punktem na naszej trasie jest położony kilka kilometrów dalej Horseshoe Bend. Zostawiamy samochód na płatnym parkingu i idziemy do punktu widokowego.

Spędzamy tu jeszcze dobre kilkadziesiąt minut robiąc bardzo dużo zdjęć.

Wracamy do samochodu i jedziemy w kierunku parków narodowych Bryce i Zion, które mamy zaplanowane na dwa kolejne dni.