W drodze z Yosemite zatrzymujemy się w przydrożnym hotelu. Tym razem jesteśmy dobrze zaopatrzeni i korzystając częściowo z hotelowego śniadania udaje nam się zjeść całkiem przyjemny posiłek.

W związku z tym ze zatrzymaliśmy się wcześniej, niż zamierzaliśmy, odwiedzamy po drodze Narodowy Park Sekwoi i jego główną atrakcję – sekwoję General Sherman.

Ruszamy dalej na południe z zamiarem zobaczenia Doliny Śmierci. Niestety w Bakersfield orientujemy się, że nie wystarczy nam czasu. Trudno, będzie dzięki temu chwila, żeby przejść się po Las Vegas.
O 19 docieramy do hotelu. Na miejscu okazuje się, że funkcjonują tam różne firmy i recepcja świadczy ściśle określone usługi, a nasz apartament jest własnością innej firmy. Aby dostać dodatkową pościel musimy kontaktować się z nimi przez booking.
Nawet jeśli nie ma się w planach zwiedzania Las Vegas, to warto zatrzymać się tu po drodze. Ceny luksusowych apartamentów są zwykle niższe niż standardowych pokoi w przydrożnych hotelach.
Wieczorem wychodzimy coś zjeść i przejść się główna ulicą miasta – The Strip.

W kasynach nie gramy, gdyż 95% stołów i automatów jest elektronicznych. Stoły z prawdziwymi krupierami są zajęte.

Na koniec zatrzymujemy się na kolację. Mamy stolik na zewnątrz wiec możemy obserwować przytłaczający strumień ludzi i pojazdów oraz pokaz fontann pod hotelem Bellagio.

Rano mamy trochę czasu na odpoczynek, pralnię i wybór kolejnych noclegów. W związku ze zmianą dalszej trasy, podejmuję decyzję o chwilowym odłączeniu się od reszty. Biorę auto i z hotelu w Flagstaff jadę wieczorem odwiedzić rodzinę w Sedonie. Kończy się na tym, że rano odwozimy z kuzynem samochód do Flagstaff i wracamy do Sedony gdzie zostaję na cały dzień. Dawn, George thanks for your hospitality!
Rafał i Magda jadą nad Wielki Kanion. Ja już tak byłam, a na sam dół, do rzeki Kolorado nie czuję się na siłach schodzić.
Dopiero następnego dnia razem pojedziemy do Kanionu Antylopy i nad Horseshoe Bend.