Bryce Canyon i Zion Park

Następny postój mamy w miejscowości Orderville miedzy parkami Bryce i Zion. Rezerwujemy domek wakacyjny na bookingu jednak nie dostajemy żadnych instrukcji jak odebrać klucze.

Do Orderville docieramy pod wieczór, jednak na miejscu nie ma żywej duszy. Wracamy wiec na kolację do miasta Kanab. Nie mamy internetu, aby sprawdzić lokale, ale jakimś cudem udaje nam się znaleźć bardzo przyzwoitą restaurację.

Kolacja w restauracji Peekaboo

W międzyczasie Rafalowi udaje się skontaktować z opiekunem domu i otrzymujemy kod do otwarcia drzwi.

Kolejny dzień zaczynamy od ponownego powrotu do Kanab, gdzie bierzemy udział w loterii na wejście do The Wave. Każdego dnia może wejść tylko 20 osób – 10 z lososowania spośród zgłoszeń elektronicznych i 10 z losowania stacjonarnego. Zgłoszenia są grupowe, ale grupy mogą być też jednoosobowe. Chcąc zwiększyć prawdopodobieństwo wygrania ustalamy, że każdy zgłosi się sam. Ja mam pewne wątpliwości co do bezpieczeństwa takiego samotnego dwugodzinnego trekkingu w terenie bez wyznaczonych tras. Ale i tak nie udaje nam się wygrać.

Wracamy do Orderville trochę odpocząć, a popołudniu wybieramy się do parku Bryce.

Mamy plan aby przejść trasą Navajo Loop, jednak niestety okazuje się ona w części zamknięta. Pokonujemy więc jej otwartą cześć.

Kolejnego dnia chcielibyśmy zrobić jakaś trasę w parku Zion, ale niestety większość była zamknięta. Wybór padł na trasę Angels Landing. Powinna ona trwać 3-5 godzin. Jej ostatni odcinek jest stromy, wąski i bardzo zatłoczony.

Zostajemy więc z Magdą w punkcie widokowym przed tym ostatnim odcinkiem. Odpoczywamy, robimy trochę zdjęć i wracamy na dół tą samą trasą. Chcemy zejść jeszcze przed zapowiadanym deszczem.

Na dole mijamy jeszcze zdyszanych ludzi zmierzających w górę oraz grupę szkolną, której przewodnik przekonuje ze najgorsze już za nimi.

Robimy jeszcze zakupy w lokalnym sklepie z pamiątkami i ruszamy w kierunku Nevady i Doliny Śmierci.