Buenos Aires

Za nami 13h lotu. Niestety trafiło mi się miejsce niedaleko toalet, więc pomimo nocnego lotu bardzo mało spałam. Ucieszyłam się nawet z powodu lekkich turbulencji, jednak szybko okazało się, że mało kto respektuje sygnalizację „zapiąć pasy”.

Na lotnisku w Buenos odbiera nas bus i wiezie do hotelu. Nie ma godziny 11, więc pokoje nie są jeszcze gotowe. Przebieramy się (zapowiadają 24 stopnie), oddajemy bagaże do przechowalni i zanim pójdziemy zwiedzać miasto musimy wymienić pieniądze.

W Argentynie jest ogromna inflacja wynosząca około 100%. W związku z tym funkcjonują dwa kursy wymiany dolara – czarnorynkowy i oficjalny. Różnica jest ogromna – za dolara można dostać około 360 pesos albo tylko 188.

Równowartość 300 dolarów

Mając już jak płacić (płatność kartą oznacza wymianę po oficjalnym kursie) idziemy zwiedzać miasto, dawną dzielnicę portową, lokalny targ rękodzieła. Udaje się też spróbować steka z argentyńskiej wołowiny.

Niestety pod koniec dnia czuję się delikatnie mówiąc nie najlepiej i prawie nie robię zdjęć. W zasadzie ledwo udaje mi się wziąć prysznic i dotrzeć do łóżka. Nigdy bym nie przypuszczała, że z braku snu można czuć się jakby się było pijanym i miało kaca jednocześnie.