Na poniedziałek przypada jeden z głównych punktów wyjazdu, czyli lodowiec Perito Moreno. Jest to trzeci pod względem wielkości lodowiec położony po argentyńskiej stronie Patagonii. Dwa większe nie są jednak bezpośrednio dostępne dla turystów – wymagają przejścia przez góry.
Z El Calafate wyjeżdżamy o godzinie 9. Po ponad godzinie podróży docieramy do punktu widokowego, z którego można zrobić zdjęcie lodowca z oddali, jednak to nie to samo co widoki z systemów kładek w pobliżu czoła lodowca. Docieramy tam chwilę później i spędzamy na miejscu prawie dwie godziny.





Kolejną atrakcją jest rejs katamaranem do czoła lodowca po jego południowej stronie. Liczymy że uda nam się nagrać odłamywanie się bloków lodowca, ale nic z tego.









Po powrocie do miasta nie sklepień się czuję – męczy mnie straszny katar. Kładę się spać i wstaję dopiero na obiadokolację. Całe szczęście że mamy rezerwację, bo bez niej nie ma szans na stolik o godzinie 19 (koniec sjesty), po jakimś czasie pod restauracją robi się całkiem spora kolejka oczekujących. Zamawiam baraninę przyrządzaną w typowy dla Patagonii sposób – opiekaną nad żarem.



Po kolacji małą grupą udajemy się na koncert. W mieście trwa festiwal. Przez kilka dni grają największe argentyńskie gwiazdy, a w sobotę akurat La Mosca, której utwór Muchachos stał się hymnem Argentyny na mistrzostwach świata w Katarze.

